piątek, 13 czerwca 2014

Od Anastasii

Szybkim krokiem przemierzałam drogę, coraz bardziej zbliżając się do miejsca spotkania z niejakim Daron'em. Gość podobno miał dla mnie nieźle płatne zlecenie i mam nadzieję, że będzie to prawdą, bo jeśli nie to, łagodnie mówiąc, będzie z nim źle. Jak okazało się kilka minut później, pod podanym adresem znajdował się mały, porządny domek z kolorowymi kwiatkami w ogródku. Zaczęłam mieć wątpliwości, czy to wszystko nie jest pułapką, albo jakąś ściemą. Jednak weszłam do środka i zrozumiałam, że pozory mylą. W środku znajdywało się mnóstwo przykrytych prześcieradłami mebli, rozbitych przedmiotów i kurzu, ale ani jednego człowieka. Weszłam do pomieszczenia, który prawdopodobnie był kiedyś salonem. Zdewastowany kominek, na którym leżały w zupełnym nieładzie zdjęcia i obrazki narysowane kolorowymi kredkami. Na jednym z nich zobaczyłam koślawe litery układające się w słowa: "Dla kochanej mamusi.". Westchnęłam ciężko, odwróciłam się i usiadłam na małym, stojącym pod oknem stołku.

***

- Pieprzona suka! 
Wysoki, ciemnowłosy chłopak pochylił się nad nią i z całej siły uderzył ją w twarz. Nawet nie płakała. Nadal ściskała w swych małych rączkach czarną kulkę, którą chłopcy grali chwilę temu w dziwną grę, której nikt oprócz nich samych nie rozumiał. Nie chciała znów dawać im satysfakcji ze swoich łez. Dwunastoletni oprawca chwycił do ręki kawałek szkła, który został z rozbitej kilka dni temu szyby i cisnął nim w dziewczynkę, z której szyi po chwili wypłynęła krew. Ona dotknęła rany i spojrzała na zakrwawioną rękę przerażona. Wtem na korytarzu rozległy się kroki, które z pewnością stawiała osoba ubrana w buty na obcasach. Pani Dowtery wyłoniła się zza rogu lecz on natychmiast uciekł do swoich kolegów. A drobna, siedząca na kamiennych schodach osóbka z pokrwawionym ubraniem dopiero teraz uroniła łzę. 
- Co ty robisz?! - zagrzmiał głos kobiety - Używanie ostrych przedmiotów jest surowo zabronione!
Ona popatrzyła na opiekunkę, a potem czym prędzej wstała i wbiegła do budynku, kierując się w stronę pokoi dla chłopców. Z impetem otworzyła drzwi pokoju z numerem 5 i wbiegła do środka. Na łóżku, a raczej czymś co miało za nie robić, siedział czternastoletni brunet, do którego podbiegła i mocno się przytuliła, przy okazji plamiąc krwią jego koszulę.
- Kochana, kto cię tak urządził? - zapytał, patrząc na nią przerażony
A z jej oczu popłynęły łzy i z trudem wyjaśniła chłopakowi, co się stało. Przecież to był jego pomysł! Przecież to on mówił, żeby postawiła się Leo i zabrała mu tą kulkę! Dlaczego teraz nie potrafił jej pomóc? Odsunęła się od niego i popatrzyła prosto w jego duże, brązowe oczy ze wściekłością.
- To twoja wina! Ty jesteś takim samym sukinsynem jak on!
- Zamknij się. - warknął
Wstał z łóżka i podszedł do niej od tyłu, a potem objął ją i mocno przyciągnął do siebie. Nie zwracał najmniejszej uwagi na rozcięty kark dziewięciolatki, która uparcie próbowała się od niego odsunąć. Była na niego tak zła, że bez wyrzutów sumienia mogłaby zadźgać go leżącym na korytarzu kawałkiem szkła, który w tej chwili był pokryty jej krwią. 
- Jesteś niczym. - szepnął jej prosto do ucha, a jego głos przesycony był wściekłością - Gdyby on dobrze wykonał swoją robotę to byłabyś już martwa. Moja mała, naiwna Anastasiu...

***

- Wstawaj!
Otworzyłam oczy i poderwałam się z krzesła myśląc, że ktoś chce mnie zaatakować. Jednak kiedy zauważyłam przed sobą ciemnowłosego chłopaka z wesołą miną, odetchnęłam głęboko. Przeciągnęłam się, rozejrzałam wokół i dopiero po chwili przypomniałam sobie, gdzie jestem. Nadal miałam przed oczami okropne wspomnienia sprzed kilku lat.
- Nie na to jak zasnąć na krześle. - zaśmiał się nieznajomy
- Kim jesteś?
Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- Twoim zleceniodawcą. - mruknął i gestem przywołał mnie do siebie - Chodź.
Niepewnie podążyłam za chłopakiem. Usiadł przy dużym biurku, które o dziwo nie było zakurzone i zaczął rozkładać na nim jakieś papiery. Podeszłam bliżej i wzięłam do ręki zdjęcie, które leżało na szczycie kartek.
- Kto to? - zapytałam, patrząc na mężczyznę, który był na zdjęciu
- Może zacznijmy od tego, że ty dowiesz się kim ja jestem. - powiedział z uśmiechem - Daron Hegtel.
- Anastasia. - mruknęłam - Więcej Ci nie potrzeba.
Daron zaśmiał się pod nosem i wskazał, abym usiadła po drugiej stronie biurka. Ja jednak oparłam się o nie z wrednym uśmiechem na twarzy. Chłopak pokręcił głową z uśmiechem i wskazał na faceta ze zdjęcia. Był chudym, niebieskookim blondynem.
- To Barney Kinstale. - wyjaśnił - Twój cel.
- Co przeskrobał? - zainteresowałam się
- Nieważne. - machnął ręką - Ale zapewniam Cię, że nie jest niewinny.
Po kilku minutach było wszystko ustalone. Kiedy, gdzie, i za ile mam go załatwić. Pożegnałam się z chłopakiem i od razu ruszyłam do domu, aby się "przygotować".
[...] Wybiła wyznaczona godzina. Już od kilku minut wypatrywałam blondyna, ale przy opuszczonej stacji benzynowej nie było żywego ducha. Zaczęłam się zastanawiać, czego właściwie szuka ten człowiek, ale właśnie w tej chwili zjawił się mój cel. Prawie bezgłośnie zaparkował czarne BMW przy drodze. Wysiadł, a ja zaczęłam cicho się do niego zbliżać. Dzieliło nas niecałe 20 metrów, ale 20.00 jeszcze nie wybiła. W sumie to dlaczego tak zależało mu, żeby wszystko było o odpowiedniej godzinie? Spojrzałam na zegarek. 3...2...1... Zerwałam się do biegu. Po kilku sekundach Barney leżał na ziemi, a ja siedziałam na nim okrakiem. Jego żywot skończył by się za kilka sekund gdyby nie to... że ktoś przystawił mi ostrze noża do szyi.
- Spokojnie, kochanieńka. - usłyszałam męski głos - Wstań.
Jednak ja nie miałam zamiaru go słuchać i przez to naraziłam się na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Złapałam go za rękę, w której miał nóż i wykręciłam mu ją do tyłu. Ale gdyby to wystarczyło, byłoby zbyt łatwo. Odwróciłam się i zobaczyłam jeszcze czterech, postawnych mężczyzn w kapturach. Na pewno byli uzbrojeni, i to nieźle. Nie miałam żadnych szans. Szybko wstałam i pobiegłam w stronę drogi, nie biorąc pod uwagę tego, że będą mnie gonić. Biegłam dalej po zupełnie nieznanej sobie drodze, aż spostrzegłam przed sobą mały sklep. Nie tracą ani chwili wbiegłam do niego, ale w wejściu zderzyłam się z jakimś mężczyzną.

<Jakiś facet? ;3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz