sobota, 14 czerwca 2014

Od Anabell C.D. Marcusa

Po powrocie z pracy od razu zaczęłam bawić się z córeczką, po czym postanowiłam iść z nią na spacer do parku. Zapakowałam do torby jej rzeczy i wzięłam małą do spacerówki, a dla psów wzięłam smycze, które jednak wsadziłam do torby.
Zawsze były grzeczne, więc jeśli nie szliśmy gdzieś dalej, gdzie musiałam brać je na smycz, przeważnie szły wolne.
W drodze do parku malutka wyszła z wózka i szła obok, zbierając kamyki i rzucając je psom, które szybko łapały je i bawiły się z małą.
Wreszcie Saba pobiegła przodem, a gdy doszłyśmy wreszcie do ławek, zobaczyłam, że siedzi na ławce obok jakiegoś mężczyzny z książką i wózkiem.
Westchnęłam ciężko i szybko poszłam tam, chcąc zawołać psa, jednak kiedy zauważyłam, że w parku nie ma innej ławki, zapytałam mężczyzny, czy mogę się dosiąść, a ten się zgodził.
Ponieważ czytał cicho jakąś bajkę, Sophie od razu się nim zainteresowała, zaczepiając go, mimo mojego niezadowolenia.

(Marc?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz