Zawsze były grzeczne, więc jeśli nie szliśmy gdzieś dalej, gdzie musiałam brać je na smycz, przeważnie szły wolne.
W drodze do parku malutka wyszła z wózka i szła obok, zbierając kamyki i rzucając je psom, które szybko łapały je i bawiły się z małą.
Wreszcie Saba pobiegła przodem, a gdy doszłyśmy wreszcie do ławek, zobaczyłam, że siedzi na ławce obok jakiegoś mężczyzny z książką i wózkiem.
Westchnęłam ciężko i szybko poszłam tam, chcąc zawołać psa, jednak kiedy zauważyłam, że w parku nie ma innej ławki, zapytałam mężczyzny, czy mogę się dosiąść, a ten się zgodził.
Ponieważ czytał cicho jakąś bajkę, Sophie od razu się nim zainteresowała, zaczepiając go, mimo mojego niezadowolenia.
(Marc?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz