Uśmiechnąłem się do kobiety.
- Cieszę się - przyznałem spokojnie.
Anabell uniosła kąciki ust do góry i zaparzyła nam kawę. Wstałem pospiesznie słysząc płacz Adriana. Poszedłem na korytarz i wyciągnąłem chłopca z wózeczka. Zacząłem go delikatnie kołysać w ramionach, a kobieta w tym czasie zrobiła mleka do butelki. Gdy podeszła i podała mi buteleczkę, uśmiechnąłem się.
- Dziękuję - wyszeptałem cicho.
- Nie ma za co - zapewniła szeptem i wrócił do kuchni.
Zacząłem karmić malucha, który przymknął drobne oczka. Kołysałem go póki nie zjadł wszystkiego. Gdy butelka była pusta, odniosłem ją do kuchni i wstawiłem do zlewu.
- Zaraz umyję - zapewniłem spokojnie kołysząc małego.
- Nie trzeba - zaoponowała.
- Nabrudziłem, więc posprzątam - ostrzegłem spokojnie.
(Ana?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz